1 luty 2010 @ 15:02
Tilidom
Jedna dzioucha miała kawalera. Ale miała też jeden feler. Nie potrafiła udzierżeć luftu. Nic ino: purt, purt, purt. A szli też na zabawę. A prawił ten kawaler:
— Wiesz co, ja ci ustrugam z drzewa szpontek i może to tam jakoś będzie.
No i ustrugał ten szpontek i wszystko klapło. Ale w tym tańcu to się to potem jakoś kołotało i wypadło to. A prawie też spadł jednemu muzykantowi ustnik od klarnety. No i jak szukali, to naszli ten ustnik, a myśleli, że to jest ten szpontek.
— Pójdziemy do izbeczki, a zaś sobie to tam wrazisz — rzeknął ten kawaler. I to szli. Klapowało to. Wlazło fajnie. Ale potem jak tańcowali, to już nie szło: purt, purt, purt, ino: tilidom, tilidom, tilidom.
Kategoria: Bez kategorii Stały link · Brak komentarzy »